„Nasi w Hiszpanii”


25 śmiałków z klasy 2h stawiło się na lotnisku Chopina, aby wziąć udział w wymianie językowej w Madrycie. Podróż przebiegła bez komplikacji.
Zrelaksowani i wyspani spotkaliśmy się pod szkołą o 9.30, skąd autokar zawiózł nas do Toledo.
W planie mieliśmy Muzeum Alcazar, Muzeum El Greco oraz zwiedzanie Katedry Primada.
Był czas na zwiedzanie i odpoczynek, na zjedzenie czegoś oryginalnego, na kupienie pamiątek i prezentów z tego tak ważnego miejsca dla Hiszpanów.
Zachwyceni i zauroczeni pięknem architektury Toledo, niezwykle ciekawymi zbiorami obu muzeów oraz powaleni wielkością i bogactwem Katedry, po krótkim odpoczynku, wróciliśmy do autokaru. Zachęceni tą przystawką historii i sztuki, już nie możemy doczekać się na jutrzejsze główne danie czyli Muzeum Prado.
Oczywiście zaczęliśmy od nauki, w 2 blokach po 90 min.Uczniowie zasmakowali wszystkiego była i gramatyka i słówka i konwersacje. Wszystko podane w ciekawej formie i okraszone profesjonalnymi lektorami Hiszpanami z urodzenia :).
Po "szkole" Muzeum Prado, jedno z najpiękniejszych miejsc, posiadających najbardziej wartościowe zbiory malarstwa europejskiego.
Oglądaliśmy obrazy m.in.: El Greco, Goya, Velazquez´a, Picasso, Michala Aniola
Wszyscy byli zachwyceni i napełnieni Wielką Sztuką. Może trochę za krótko, bo przez 2h zobaczyliśmy zaledwie ułamek ekspozycji, ale czekały na nas kolejne ciekawostki i perełki Madrytu.
Po ruchliwych i zatłoczonych ulicach Madrytu udaliśmy się na Gran Via, jedną z głównych i niezwykle piękną ulicę stolicy Hiszpanii, nasi przewodnicy przybliżyli nam historię tej ulicy oraz stylizowanych budynków stojących przy niej.
Po zwiedzaniu Gran Via, rozjechaliśmy się do domów.
Następnego dnia szybki przejazd na Plaza del Sol i spotkanie przy niedźwiadku. Tutaj zdeptaliśmy punkt 0, oznaczający środek Hiszpanii. Dalej Plaza de Mayor, piękny plac, jak stwierdzili niektórzy bardzo podobny do warszawskiego rynku :-)
W pełnym słońcu i wykańczajacym upale wchodzimy do Mergado San Miguel, nieco przeładowanego turystami miejsca, w którym można zjeść przekąski ciepłe i zimne, owoce morza, lody, desery owocowe oraz napić się zimnych, pysznych soków ze świeżo wyciskanych owoców.
Odetchnąwszy nieco toczymy się leniwie do ostatniego punktu zwiedzania Madrytu Habsburgów czyli Palaccio de Real. Tam wszyscy zachwycają się pięknem pałacu, strzelają sobie fotkę, robimy zdjęcie grupowe i mamy 45 min. na dojechanie do Stadionu.
Pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę jest fakt, że stadion stoi w środku miasta. Mało, że w środku miasta, ale upchany jest między blokami. Ogromnych rozmiarów budowla sportowa robi wrażenie i samymi gabarytami budzi respekt.
Najpierw wjeżdżamy prawie na samą górę i podziwiamy słynną arenę piłki nożnej niemalże z lotu ptaka.
W środku wystawa pucharów, rys historyczny, przypomnienie najważniejszych postaci klubu.
Dalej oglądamy ekspozycję strojów sportowych, filmik, wchodzimy do szatni Realu, nie wiedzieć dlaczego każdy robi zdjęcie z szafką z numerem 7 i w końcu wchodzimy na płytę. Siadamy na ławce rezerwowych i próbujemy zobaczyć grających w piłkę zawodników Realu i usłyszeć doping kibiców. Niestety zamiast tego słyszymy miarowe, nieustające, rozdzierajace bębenki "dudududududududu...", albowiem właśnie na stadionie rozpoczął się remont trybun i 2 młoty pneumatyczne umilają nam czas.
Ale nawet to nie było w stanie zepsuć nam humorów i na koniec chłopcy zrobili konferencję prasową. Śmiali się nawet Hiszpanie, chociaż konferencja była w naszym języku.
Na koniec oczywiście sklep z oryginalnymi akcesoriami piłkarza i kibica.
Przedostatni dzień to dzień oddechu po poprzednim bardzo męczącym.
Po lekcjach jedziemy do Fauni - ZOO madryckie.
Nie mogło zabraknąć tego jakże ważnego punktu programu podczas wizyty w Madrycie. Obok Plaza de Mayor, Plaza de Espana, Parku Retiro, to przecież perełka Madrytu.
W Faunii spędziliśmy ok 3 h, najbardziej podobały się lemury, które właziły nam na plecy i dawały się dotknąć.
Niektórzy chwalili ciekawe i ogromne węże. Ciekawostką ZOO jest fakt, że wiele zwierząt nie jest w klatkach, tylko chodzą sobie wolno po terenie Fauni.
Mogliśmy również obejrzeć ok. 20 min. pokaz lwów morskich.
Po Fauni był czas na ostatnie zakupy przed wylotem.
Ostatniego dnia była projekcja filmu i dyskusja, a następnie warsztaty kulinarne z degustacją.
Pyszna, wspólnie przyrządzona Paela smakowała wybitnie.
Po tym wracamy do domów, pakujemy się i kładziemy wcześnie spać, aby o 5 rano wstać i oczekiwać na transport na lotnisko.

d1.jpg d2.jpg d3.jpg d4.jpg d5.jpg d6.jpg d7.jpg d8.jpg d9.jpg d10.jpg d11.jpg d12.jpg d13.jpg d14.jpg d15.jpg d16.jpg d17.jpg d18.jpg d19.jpg d20.jpg d21.jpg d22.jpg d23.jpg d24.jpg d25.jpg d26.jpg d27.jpg 28.jpg d29.jpg d30.jpg 31.jpg d32.jpg d33.jpg d34.jpg d35.jpg d36.jpg d37.jpg