Nocna wycieczka rowerowa do PALMIR



Jak co roku, od kilku już lat, grupa ekstremalnych, bo nocnych rowerzystów, wybrała się na Rajd do Palmir. Głównym celem wycieczki było odwiedzenie grobów i mogił zbiorowych Polaków, zamordowanych przez Niemców, na przełomie 1939/1941 roku w podwarszawskich Palmirach.
Rajd do Palmir był kolejną imprezą zorganizowana w tym roku szkolnym, w której więcej było chętnych niż miejsc. Cieszy to niezmiernie nas organizatorów i powoduje, że nakręcamy się bardzo na coraz śmielsze i ciekawsze eskapady.
1.jpg 2.jpg 3.jpg 4.jpg 5.jpg 6.jpg 7.jpg 8.jpg 9.jpg 10.jpg 11.jpg 12.jpg 13.jpg 14.jpg 15.jpg 16.jpg 17.jpg 18.jpg 19.jpg 20.jpg 21.jpg 22.jpg 23.jpg 24.jpg 25.jpg 26.jpg



Tym bardziej, że ekipa w składzie:
Kasia Glinka
1) Marta Sadlej
2) Marta Zaremba
3) Patrycja Radzik
4) Joanna Mątwicka
5) Weronika Piziorska
6) Przemek Przysowa
7) Piotr Radziszewski
8) Piotr Czernecki
9) Wojtek Just
10) Hubert Porębski
11) Krzysiek Poźlewicz
to po części świetna i sprawdzona młodzież, a po części zaliczony znakomity debiut w roli aktywnego "działacza" Szkolnego Koła Rowerowego.
Już od początku widać było, że zanosi się na niezły wypad. Wyjechaliśmy bowiem prawie idealnie punktualnie, co się do tej pory nigdy nie zdarzało. W ciągu godzinki byliśmy w Lasku Młocińskim, gdzie czekała na nas Marta Sadlej wraz z Tatą Marcinem. Rozpalili oni ognisko, przygotowali kiełbaski, ketchup, musztardę, pieczywko, kije. Ponieważ wszyscy byli potwornie głodni, musieliśmy przedłużyć ognisko (Pani Agnieszka zjadła 3 kiełbasy).
Kiedy już byliśmy najedzeni kiełbaskową strawą ciała, przyszedł czas na strawę duchową. Tata Marcin udowodnił, że był profesjonalnie przygotowany do imprezy, bo miał ze sobą gitarrrrrę, którą szybciutko przechwycił Piotrek. Śpiewaliśmy piosenka za piosenką, przy ognisku było cieplutko i bardzo sympatycznie.
Ok. godz. 23.30 stwierdziliśmy, że rezygnujemy z dalszej jazdy, zostajemy na ognisku do 1.00 i wracamy rowerami pod szkołę...żart :)
Żal było odjeżdżać, ale jak już wsiedliśmy "na koń!!!", szybko zapomnieliśmy o cieple ogniska, czego nie można było powiedzieć o kiełbaskach, bo je czuliśmy w brzuchach do końca. Tata Marcina jako obstawa techniczna, z żółtym kogutem na dachu zabezpieczał tyły. Po 10 km, po kiełbaskach wszystkim zaschło w gardłach i zaczęliśmy opróżniać bidony, na tyle skutecznie, że Tata Marcin pojechał "zatankować" do najbliższego sklepu. Pogoda była cudowna, niebo gwiaździste nad nami, a kiełbaski w nas i to, że nagle ktoś krzyknął Palmiry, to nie był żaden Kant. Zapaliliśmy znicz pod krzyżem palmirskim, wysłuchaliśmy krótkiej, historycznej opowieści o Palmirach, z odniesieniem do czasów nam współczesnych, dopiliśmy resztki wody z bidonów i ruszyliśmy w drogę powrotną. Po następnych 5 km, skończyła się rezerwa wody w naszych bidonach i Tata Marcin znowu jechał tankować w naszym imieniu. Całkiem przy okazji kupił kilka jagodzianek, które szybko i łakomie zostały spałaszowane. Podzieliliśmy się czekoladą na czarną godzinę. Powrót na Metro Młociny (godz. 00.12.) nie należał do najprzyjemniejszych, ponieważ okazało się, że po godz. 00.00 NIESPODZIEWANIE skończył się dzień roboczy 31.10., a rozpoczął się świąteczny 1.11., no i w związku z tym nasz ZTM zaczął od godz. 00.01 jeździć według rozkładu świątecznego. Zapadła decyzja, że jedziemy rowerami do szkoły. Padających, zmęczonych, bądź z kontuzjami, nieoceniony Tata Marcin zapakował do swojego auta (wraz z rowerami ma się rozumieć). Reszta pogalopowała do szkoły pod przewodem Pani Doroty, której 30km/h nie schodziło z licznika (szkoda, że tylko jej), wynikiem czego była na Twardej 15 minut przed nami.
Stęsknieni Rodzice płacząc ze wzruszenia tulili swoje pociechy w ramionach, pociechy płakały ze szczęścia, zapewniając, że za rok na pewno nie pojadą. My również uroniliśmy łezkę, ze szczęścia, że nikomu nic się nie stało i że zaczął się dla nas długi weekend.
Dziękuję uczestnikom za potwierdzenie swoją postawą, że miano Twardzieli naprawdę im się należy.
Dziękuję Pani Dorocie i Pani Agnieszce za to, że fajnie się z nimi organizuje i wyjeżdża na rowery.
Dziękuję Panu Krzysiowi w portierni, że cierpliwie czekał na nas do 2.00.
SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA PANA MARCINA SADLEJA, ZA NIEOCENIONĄ POMOC NA TRASIE. PANIE MARCINIE!!! JEŻELI BĘDZIE CHCIAŁ PAN NAM JESZCZE KIEDYŚ POMÓC JESTEŚMY DO DYSPOZYCJI!!!
A zakończę piosenką, którą ułożyliśmy wspólnie na ognisku, śpiewamy na nutę piosenki "Morskie opowieści"

Wybrała się Twarda Szkoła
Na wycieczkę do Palmirów
Było dużo fajnych ludzi
Ale też i świrów


Jacek Gotkowski