Wycieczka rowerowa Toruń 2013


Już po raz II Szkolne Koło Rowerowe p.w. P. Doroty, Agnieszki i P. Gotka zorganizowało 4-dniową wycieczkę bicyklową. Tym razem celem naszego wyjazdu był Toruń.

Nie obyło się bez niepodzianek ze strony PKP. Biletów na rowery nie udało sie kupić, ponieważ teraz ilość miejsc rowerowych w pociągu, jest limitowana i wynosi kilkanaście sztuk. Jeżeli zestawimy ten fakt z długim weekendem i dość popularnym kierunkiem, w jakim udawał się nasz pociąg, czyli do Borów Tucholskich, widać, że PKP wychodzi naprzeciw swoim klientom.

Ale kierownictwo rowerowe naszej szkoły jest przygotowane na takie niespodzianki i obronną ręka wychodzi z tego rodzaju opresji. Na dzień przed wyjazdem wszyscy uczestnicy przyjechali do szkoły rowerami i zapakowali je do podstawionej przyczepki. Podniosło to co prawda nieznacznie koszty wycieczki, ale jakże luksusowo pozwoliło podróżować w pociągu. Przyczepka wraz z P. Gotkowskim ruszyła na 2 godziny przed odjazdem pociągu. Spotkaliśmy się wszyscy po 10 rano w Toruniu, w Forcie IV, w którym mieliśmy nocleg. Szybko rozładowalismy rowery, rozlokowaliśmy się w ośrodku i zaraz po obiedzie ruszyliśmy do planetariun toruńskiego. Piotr Ś. miał małe kłopoty z sakwą, więc spóźniliśmy się na seans "Makrokosmos", ale na szczęście nas wpuścili.

Ten bardzo ciekawy i pouczający seans, pogłębił naszą wiedzę astrofizyczną i zrobił na nas duże wrażenie.

Po planetarium zrobiliśmy trzydziestoparokilometrową przejażdżkę wokół Torunia, żeby sprawdzić swoją kondycję i rowery. Pogoda idealna, słońce, ale temperatura około 15 stopni.

Wieczorem zwiedziliśmy Fort z przewodnikiem, który pogłębił naszą wiedzę historyczno-militarną, a potem zorganizowaliśmy ognisko z kiełbaskami. Byliśmy tak głodni, że trzeba było pobierać z kuchni dodatkową porcję kiełbachy. Zmęczeni po długim, ciężkim dniu zasnęliśmy zaraz po 21, no dobra dziewczyny poszły spać po 21, chłopcy zaraz po meczu Barcelona-Bayern.

Następnego dnia po szwedzkim śniadaniu z jajecznicą i paróweczkami ruszyliśmy na główną trasę wyjazdu, na Zamek w Golubiu-Dobrzyniu. Pogoda niestety tego dnia nie dopisała: brak słońca i silny wiatr spowodowały, że trudna trasa z kilkoma bardzo ostrymi podjazdami wydawała się dłuższa i męcząca.

Ale oczywiście nikt nie marudził, tylko z przyjemnością łykał kolejne kilometry trasy. W znakomitych nastrojach, po zwiedzeniu Zamku, które wzbogaciło naszą wiedzę historyczną, dojechaliśmy na 18 do Fortu, zrobiwszy 75 km.

Wszyscy byli tak głodni, że wyczyszczone zostały dokładnie wazy z zupą i talerze z pysznym kurczaczkiem. Ten wieczór był już wolny, a ponieważ trudy trasy dały się we znaki, wszyscy bez wyjątku byli w łóżkach po 20.

Kolejny dzień to trasa 45km do Zamku Bierzgłowskiego. Niestety znowu pogoda nieciekawa. Spore zachmurzenie, chłodno i straszy deszczem. Ale ruszyliśmy odważnie w trasę ciepło ubrani. Mimo złej pogody, dopisało dobre samopoczucie i forma fizyczna, bo na Zamku byliśmy po upływie półtorej godziny. Obejrzeliśmy piękną kaplicę na Zamku i ruszyliśmy dalej. Niestety z powodu deszczu skrócilismy trasę, rezygnując ze zwiedzenia starego wiatraka. Atrakcją trasy była impreza Mazovia Cup, ktora właśnie tego dnia odbywała się w okoliach Torunia. Mogliśmy dopingować i oglądać zawodowych kolarzy na trasie wyścigu.

Powrót do Torunia był równie szybki co dojazd do Zamku i już po 14 byliśmy w pokojach. Ale to nie koniec sportu i rekreacji, bo po pół godzinnej przerwie grupa najtwardszych twardzieli pojechała na basen. A na pływalnie trzeba było przejechać 15 km w jedną stronę. Dlatego pojechalismy ZTM-em toruńskim. Ci, którzy zostali w ośrodku, z utęsknieniem czekali na obiadokolację.

Po kolacji pakowanie i przygotowanie rowerów do załadowania na przyczepkę. Po wszystkim pożegnalna dyskoteka, na której królami tańca zostali Piotrek Ś. i Pani Agnieszka.

Dzień wyjazdu, śniadanie, prowiant na drogę. Pakujemy rowery na przyczepkę, wrzucamy sakwy na pakę i ruszamy autobusem miejskim na zwiedzanie Starego Miasta. W rolę przewodników wcielili się uczestnicy wycieczki. Przewodnicy Ci pogłębili naszą wiedzę z zakresu historii i geografii.

Wdrapaliśmy się na wieżę widokową, skąd rozpościerał się piękny widok Starego Miasta.

Po zwiedzaniu najbardziej oczekiwany punkt programu, czyli pożegnalna pizza toruńska. Wszyscy zdążyli zgłodnieć, więc w zamówieniach przeważały duże 45 cm pizze z sałatką i napojem typu niezdrowa cola.

Najbardziej luksusową podróż z pizzy na dworzec miał Krzysiek P., który uległ urazowi i był wieziony taksówką przez służbę medyczną w postaci pani Doroty.

Po tym obiedzie o godz. 14.07 pożegnaliśmy piękny Toruń i w wygodnych, pachnących przedziałach, w których ze względu na środek długiego weekendu, było pusto i przyjemnie, wróciliśmy do ukochanej Warszawy.

Z Centralnego udaliśmy się na Twardą po rowery, po czym ze łzami w oczach i zapewnieniami spotkania na rowerach za rok, rozeszliśmy się do swych domów.

Sprawdzona, zżyta i zorganizowana ekipa, po raz kolejny pokazała swoją dużą klasę.

Nikt nie narzekał, że jeździmy na rowerach, że jest dużo podjazdów, że za dużo kilometrów, że pokoje są zbyt małe, albo zbyt duże, że warunki w ośrodku są s partańskie. Wszyscy byli zawsze zadowoleni i uśmiechnęci, żeby nie powiedziec rozpromienieni.

Na uwagę zasługuje fakt, że naszym przewodnikiem rowerowym był super przystojny brat Pani Agnieszki, Pan Jacek (wiadomo wszystkie Jacki to fajne chłopaki), który wpadł w oko wszystkim dziewczynom. Jego zaangażowanie i pomoc były bezcenne.

Dlatego Panie Jacku serdecznie DZIĘKUJEMY!!!

Nam organizatorom było miło, że kolejny rok z rzędu mogliśmy zarażać swoich wychowanków "rowerstwem", które kochamy i mimo, że organizacja tego typu wyjazdów kosztuje nas dużo wysiłku, czasu, zdrowia, czasami nerwów, mamy nadzieję, że przyczyniamy się do zwiększania ilości rowerzystów na polskich drogach.

W imieniu organizatorów

Jacek Gotkowski

1.jpg 3.jpg 4.jpg 5.jpg 6.jpg 7.jpg 8.jpg 9.jpg 10.jpg 11.jpg 12.jpg 13.jpg 14.jpg 15.jpg 16.jpg 17.jpg 18.jpg 19.jpg 10.jpg 11.jpg