PALMIRY 2012


Jak co roku, uczniowie Gimnazjum 42, wybrali się na Nocny Rajd Rowerowy do Palmir. Można powiedzieć, że to już tradycja naszego Gimnazjum, kiedy na Wszystkich Świętych, niektórzy po raz kolejny, a niektórzy po raz pierwszy, porą późnowieczorną, siadają na rower i jadą na Cmentarz w Palmirach. Akcja ta jest kontynuacją wieloletniej tradycji warszawskich drużyn harcerskich, które gromadnie, właśnie nocą, maszerowały do Palmir, aby zapalić znicze na grobach Polaków. Tak się jakoś złożyło, że nogi zamieniliśmy na rowery i od kilku lat, z małymi przerwami, kontynuujemy tę tradycję.

Palmiry to miejsce kaźni zacnych Polaków, inteligentów, polityków, sportowców, patriotów i zwykłych ludzi, których Niemcy mordowali między 1939 a 1941 rokiem w Kampinosie. Byli wśród nich m.in.: marszałek Sejmu Maciej Rataj, wiceprezydent Warszawy Jan Pohoski, Mistrz Olimpijski z Los Angeles 1932r. Janusz Kusociński i wielu, wielu innych, w sumie ponad 1700 Polaków. My żyjący teraz w wolnej Polsce, po części zawdzięczając im to i wierząc, że ich największa ofiara nie poszła na marne, poprzez coroczny Rajd do Palmir dziękujemy i pokazujemy, że pamiętamy. Palmiry to najbardziej znany symbol martyrologii polskiej inteligencji w okresie II wojny światowej, wymieniany w jednym rzędzie obok zbrodni katyńskiej.

Zbiórka o godzinie 17.30. Około 17.00 zaczyna padać, nieśmiało co prawda, ale pada. Wszyscy w liczbie 16, meldują się punktualnie pod szkołą. Pada coraz bardziej, do tego stopnia, że wszyscy wchodzimy do szkoły.

Rozpoczynają się czynności organizatorskie, wymiana numerów telefonów, sprawdzanie lity obecności, wskazówki, informacje. Część tę prowadzi znany i lubiany były Dyrektor naszego Gimnazjum, jego założyciel - Andrzej Wyrozembski. On też, jako zaplecze techniczno-przewodnicko-asekuracyjne, samochodem z żółtym kogutem na dachu, zabezpiecza tyły.

Nie przestaje padać, a wręcz przeciwnie, deszcz staje się ulewny. Czekamy. Wyjazd wisi na włosku. Zbiera się sztab kryzysowy, który podejmuje decyzję, że jedziemy metrem na Młociny, stamtąd rowerami przejeżdżamy do Lasku Młocińskiego i tam w zależności od warunków atmosferycznych podejmujemy decyzję co do kontynuacji rajdu.

Ten ruch okazał się strzałem w 10. Przestaje padać, jest ciepło, jednak ponieważ jest zbyt mokro i wyjechaliśmy z opóźnieniem, rezygnujemy z ogniska. Niektórzy sfrustrowani tą sytuacją, pałaszują kiełbasę na zimno.

Po krótkim postoju w Lasku Młocińskim, posileni kanapkami i gorącą herbatą, po zrobieniu kilku zdjęć, ruszamy w ciemne kampinoskie lasy. Prowadzi grupę Pani Dorota Chmielewska, która trasę pieczołowicie i dokładnie opracowała dzień wcześniej.

Przebijamy się przez Łomianki i jedziemy żwawo 10 km ulicą Rolniczą, na której nie bez trudu, znajduje nas Ojciec Andrzej, z napisem z tyłu samochodu: „koniec wyścigu”.

Jest ciepło, tempo narzucone przez Panią Dorotę nieco za wolne, ale jedzie się wyśmienicie. Nie pada, nie wieje, jest pusto (środek długiego weekendu), no i przede wszystkim my siedzimy na rowerach i łykamy z przyjemnością kolejne kilometry trasy.

Nagle okrzyk „STOP!!!”. Zatrzymujemy się. Co? - dętka. Kto? – Kuba i wszystko jasne. Nie można powiedzieć, że w trybie ekspresowym, ale sam z niewielką pomocą, zmienia gumę. Reszta wykorzystuje postój na herbatkę i czekoladkę.

Ruszamy dalej, przecinamy po 2 km trasę S7, do Palmir już tylko kilka kilometrów. Znowu stop, ktoś leży na chodniku, na szczęście to tylko Pani Agnieszka, na szczęście, bo ukończyła kurs miękkiego upadania w Mszanie Dolnej. Poza pękniętym kaskiem, stłuczonym kolanem, brodą i dłonią nic się nie stało. Lądowanie było tak miękkie, że nawet oświetlenie rowerowe, które leżało porozrzucane w kilku częściach, po złożeniu funkcjonowało bez zarzutu.

Dojeżdżamy do Palmir, jakoś super ekspresowo w tym roku. Zostawiamy rowery, krótki odpoczynek i dyrektor Wyrozembski, swoim pełnym powagi i zadumy głosem, wprowadza nas w historię miejsca. Jest doniośle, nostalgicznie, patriotycznie. Zapalamy znicz pod 3 krzyżami, spacer po cmentarzu i wracamy. Pogoda nam sprzyja, nad nami piękne, bezchmurne, pełne gwiazd niebo. Po drodze zatrzymujemy się przy krzyżu upamiętniającym bitwę oddziału „Jerzyków”. Stąd już prosto na Młociny. W Izabelinie zatrzymujemy się, aby powiadomić rodziców kiedy będziemy pod szkołą i po 40 minutach, siedzimy zmęczeni, ale szczęśliwi w metrze.

Tych, którzy nie byli w Palmirach zachęcamy do odwiedzenia tego miejsca. Warto oddać hołd Wielkim Polakom i poczuć klimat tego miejsca, w którym zamordowano ludzi tylko za to, że byli Polakami. Warto pokazywać, że pamiętamy i nie zapomnimy tego, co dla nas zrobili. Zachęcam tym bardziej, że Cmentarz w Palmirach na pewno nie należał do najbardziej rozświetlonych cmentarzy w okolicach Warszawy. A moim zdaniem powinien być w czołówce.

Tych, którzy nie byli jeszcze z nami na rowerach, zapraszamy jak zawsze do przyłączenia się do nas. Sezon rowerowy 2012 co prawda zakończył się, ale rok 2013 będzie podobno obfitował w bardzo ciekawe wydarzenia rowerowe (wycieczki jednodniowe, kilkudniową do Torunia, może wakacyjną…).

Przypominam jednak, że żeby do nas dołączyć, należy mieć kartę rowerową, którą można sobie wyrobić w szkole, doświadczenie „wyjazdowe” z nami i miłość do rowerów.

Czekamy na zgłoszenia nowych zapaleńców rowerowych!!!

Jacek Gotkowski

0.jpg 1.jpg 2.jpg 3.jpg 4.jpg 5.jpg 6.jpg 7.jpg 8.jpg 9.jpg 10.jpg 11.jpg 12.jpg 13.jpg 14.jpg 15.jpg 16.jpg 17.jpg 18.jpg 19.jpg 10.jpg 11.jpg 12.jpg