Wycieczka rowerowa PUŁAWY 2012



Wycieczka rowerowa PUŁAWY 2012, czyli jak pokonać 232km w pełnym słońcu, temperaturze 30 st., nie zwariować i jeszcze bardziej kochać rowery?
SOBOTA 28.04.

Zbiórka na Dworcu Centralnym, nikt się nie spóźnia, wszyscy zwarci i gotowi. Nikt również nie podejrzewa co przeżyjemy wszyscy za jakieś 35 minut. Sakwy profesjonalnie przymocowane do bagażników i 15 osób rusza na peron. Wjeżdża pociąg, który według wszelkich informacji telefonicznych, internetowych, w kasie przejazdów grupowych, ma być przystosowany do przewozu rowerów. Oczywiście jak to zwykle bywa w naszym kraju, tego składu nie wyposażono w wagon rowerowy. W sumie po co? Sprzedano nam przecież 12 biletów na przewóz rowerów (3 pojechały wcześniej do Puław samochodem), jest to początek dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugiego weekendu, pogoda murowana, w internecie stoi „Pociąg z wagonami do przewozu rowerów”. Kierownik pociągu rozkłada ręce i ogólnie luzik, przecież jest dłuuuuuuuuuuuuuuugi weekend, po co się denerwować. Pakujemy się. Po drugiej stronie peronu pakuje się, a raczej wciska sie do pociągu nieco mniej liczna, ale także spora grupa z rowerami. Tragedia! Ale walczymy, tam 3, tu 4, tam 1. Wbiliśmy się przesuwając ludzi na środek wagonu, my stoimy przy drzwiach. Pociąg przez nasze dopychanie spóźniony 15 min. Ale najważejsze, że wszyscy jedziemy, bo na Wschodniej już żaden rower się nie wepchnął. Oba WC-ety zablokowane naszymi rowerami, więc ludzie fruwali za potrzebą. Podróż minęła zaskakująco szybko, jak na warunki. Z dworca puławskiego na rowery, kamizelki, kaski, i jazda do Schroniska Młodzieżowego (ok 5 km). Całkiem sprawnie przybywamy, kwaterujemy się, jemy obiad i ruszamy w trasę. Puławy-Czarnolas. Spieszymy się, bo (i tutaj kolejny paradoks naszego kraju) mimo, iż dłuuuuuuuuuuuuuuugi weekend się zaczął, muzeum Jana Kochanowskiego jest czynne do 16.00, dopiero od 1 maja do 18.00. No bo po co przyjmować turystów w ostatni weekend kwietnia, brać od nich pieniądze za bilety, jak można to zrobić w maju. Tylko, że my w maju wracaliśmy już do Warszawy. No ale ciśniemy, wszystko idzie zgodnie z planem i jest duża szansa, że zdążymy. Nagle hasło stop dętka. Stajemy na nieplanowany postój. Trochę to trwa, chociaż Pani Agnieszka, zatrudniona na wyjeździe jako pomoc techniczna wymienia ją naprawdę szybko. Słońce, wysoka temperatura i fakt, że to pierwszy dzień, w dodatku po podróży z przygodami, powoduje, że tempo spada, często robimy przerwy i do Czarnolasu wjeżdżamy mocno spóźnieni. Przy muzeum „tankujemy” w wiejskim sklepie, odpoczywamy dłuższą chwilę i wracamy do Puław. Tym razem naszym dopingiem do szybkiej jazdy jest pływalnia, na 19 mamy zaklepane wejście. Z powrotem jedzie się dużo lepiej i dużo szybciej, może dlatego, że już zelżał znacznie upał. Zmęczeni, oblepieni brudem i potem, ale szczęśliwi przyjeżdżamy do schroniska, szybka przebiórka i grupa 12 osobowa idzie na basen. Ja zostaję z Adamem i Pitusiem, żeby przygotować ognisko z kiełbaskami. Po powrocie z basenu palimy ognisko, wszyscy tak głodni, że zjadamy jakieś 4 kg kiełbasy. O dziwo, nikt nie pada na pysk, nie idzie spać, opieka zmuszona jest gonić do spania i przymusowo gasić światło w pokojach. To pierwszy sygnał, że grupa jest znakomicie wyselekcjonowana, że nie trafiły na wyjazd osoby przypadkowe, że to mocni zawodnicy.

NIEDZIELA 30.04.

Jak to w niedzielę zaraz po śniadaniu wyjście do kościoła, ksiądz proboszcz przed wejściem do kościoła zaczepił nas, wypytał, a potem serdecznie powitał na Mszy Św. grupę rowerzystów z Warszawy.

Trasa Puławy-Nałęczów, w planie zwiedzanie Muzeum Stefana Żeromskiego. Wyjeżdżamy po 10. Po przejechaniu 5 km, skręcamy z głównej drogi w lewo. Oczom naszym ukazuje się piękny lessowy wąwóz wys. ponad 20 m. Jednak piękno wąwozu przyćmiewa nieco podjazd długości 1,5 km, na początku łagodny, ale ostatnie 200 m to prawdziwa wyrypa, przełożenie 1 przód i 1 tył, bardzo duży wysiłek, ból mięśni i litry wylanego potu. Ale oczywiście o to między innymi w tym wyjeździe chodzi, żeby poznać, jeździć na rowerze i zmęczyć się.

Po podjeździe krótki odpoczynek i zatrzymanie przy mogiłach pomordowanych Polaków, podczas pacyfikacji wsi Zbędowice w czasie II Wojny Światowej, przejazd bitą drogą do kolejnego miejsca pamięci w Lesie Stockim, w którym w czasach powojennych odbyła się bitwa między partyzantką AK, a oddziałami NKWD, UB i Milicji Obywatelskiej.

Jedziemy dalej, słońce praży, droga malownicza, zjazdy, podjazdy, znowu kilka wąwozów po drodze. W okolicach Rąblowa, kilkanaście km przed Nałęczowem, awaria, w przednim kole Miłosza wypadają szprychy. Ponieważ koło zachowuje się dziwnie, gremium opiekunów podejmuje decyzję o konieczności wezwania obsługi technicznej i wymiany roweru. Dojeżdżamy do Wąwolnicy i tam godzinkę czekamy na pomoc, dokonujemy wymiany roweru i niestety oceniamy, że do Nałęczowa nie zdążymy, ku uciesze uczestników piecze się drugie muzeum.

Wracamy jeszcze piękniejszą trasą, malowniczą dolinką, między ogromnymi wąwozami i prawie na koniec niespodzianka, kolejny podjazd ok. 300 m tyle że dużo ostrzejszy, niż ten poranny. Bez zatrzymania wjeżdżają 3 osoby.

Przyjeżdżamy na czas, wszyscy głodni, czyszczą talerze w pyszną obiadokolacją, odpoczywamy, odświeżamy się i ok. 19 ruszamy na kolejny punkt programu - Kazimierz Dolny nocą. Piękny widok wieczorny Kazimierza z Góry Trzech Krzyży w sekundę pozwala zapomnieć o zmęczeniu dniem. Potem szybkie zakupy, lody, herbatka i powrót do schroniska. Światła gasimy o 00.00.

PONIEDZIAŁEK 30.04.

Śniadanie 8.00. Dzisiaj trasa w terenie, Puławy - Piskory. Wszyscy w znakomitych humorach, wszyscy w formie, chętni do kolejnej wyrypy. Po wyjechaniu z Puław, jedziemy asfaltową drogą, ale prawie nieuczęszczaną - 1 samochód na 5 godzin. Pozwalam więc pościgać się wyczynowcom i kolarzom, wyskakuje od razu kilku wyścigowców, ale i tak kilka km dalej, na stacji w Gołębiu pierwszy przyjeżdżam ja. W Gołębiu zwiedzamy Muzeum Nietypowych Rowerów, w którym atrakcyjne było ostatnie 45 minut, gdzie śmieszny Pan pokazywał nam różne ciekawe, zrobione przez siebie nietypowe rowery. Gdyby nie ponad godzinny historyczny wstęp, uznalibyśmy te wizytę za całkiem udaną. Po muzeum popas w sklepie i ruszamy na jezioro Piskory. Znowu piękna pogoda, sielskie krajobrazy, totalny brak cywilizacji, powoduje, że jedzie się znakomicie. Trasa zjeżdża na pola, potem do lasu i znowu rowerzyści, zawodowcy prują do przodu, łykając powiew wolności i swobody. Rezerwat Piskory z bogatą florą i fauną zachwyca wszystkich, a chłód lasu koi nadszarpnięte nerwy spowodowane dużą ilością piachu na drodze. Po wyjechaniu z lasu wracamy do Puław dosyć ruchliwą drogą, ale wspaniała organizacja grupy, pierwszorzędne zachowanie naszych rowerzystów, którzy wytężyli wszystkie zmysły, aby bezpiecznie pokonać ten 9 km kawałek, spowodował, że dotarliśmy do schroniska o czasie i w jednym kawałku. Po męczącej końcówce trasy, po obiedzie, zasłużona godzina odpoczynku. Wyruszamy na basen, a po drodze przechodzimy przez Zespół Pałacowo-Parkowy, w którym każdy z uczestników na krótką chwilę staje się przewodnikiem i opowiada o historii, zabytkach i osobliwościach puławskiego parku.

Po basenie obiecana PIZZA puławska. Według niektórych główny punkt programu Po pysznej kolacji gaszenie światła o 00.00 :)

WTOREK 1.05.

Ten dzień to bardzo napięty plan. Dzisiaj trasa Puław-Janowiec, ze zwiedzaniem zamku, ale jednocześnie powrót do Warszawy.

Śniadanie o 8.00 i szybki wyjazd na trasę. Z powodu kontuzji nogi Adama, zostaje on z Panią Dorotą w schronisku. Wyjechaliśmy na tyle wcześnie, że nie czujemy słońca, wręcz jest chłodno. Pierwszy odcinek to ścieżka rowerowa wzdłuż wału powodziowego nad Wisłą, następnie nad sama rzeką kilkaset metrów dojeżdżamy do przeprawy promowej. Podróż promem trwa krótko, ale nie narzekamy, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że wpław z rowerami byłoby ciężko. Po przedostaniu się na drugi brzeg kilometrowy podjazd, stromy, ale nie z tych najgorszych, wszyscy zaprawieni 3 dniami ostrej pracy na siodełkach, wjeżdżają na szczyt. W Janowcu jesteśmy w niecałe 1,5 godziny, na tyle wcześnie, że zamek jest jeszcze zamknięty. Urok osobisty kierownika, sprawia, że kustosz Zamku Pan Leopold Krogulec, wpuszcza nas przed czasem na Zamek. Zwiedzamy go i wracamy do schroniska, po drodze zaopatrując się w sklepie w prowiant na drogę do Warszawy. W schronisku jesteśmy chwilę po 12.00, kąpiel, obiad, montowanie sakw, zdanie pokoi i ruszamy na dworzec. Bez żadnych przygód docieramy na peron. Pomni wrażeń, jakich dostarczyła nam wspaniała organizacja spółki pkp przewozy regionalne (celowo z małej litery), szykujemy się na walkę. Role i funkcje poustalane, każdy wie co ma robić, uwaga napięta maksymalnie. Wjeżdża pociąg. Pełna gotowość, wszyscy czekają aż się zatrzyma, nerwowo ściskają kierownice i… niespodzianka, zaskoczenie, niedowierzanie, cud, tak to jest CUD, pociąg ma KLIMATYZOWANY wagon do PRZEWOZU ROWERÓW. Jeszcze nie wierząc w swoje szczęście, myśląc, że to może jakaś zwykła pomyłka, że to pewnie jakiś spóźniony pociąg, nie ważne jaki, ważne, że na pewno nie nasz, wsiadamy osłupiali, zdezorientowani.

Ta sytuacja pokazuje jak nasza kolej, mówiąc ogólnie, potrafi uszczęśliwić swoich klientów-pasażerów. Jak może zwykły , szary człowiek doznać szczęścia w pociągu. Podaję receptę: kupić bilet na przejazd pociągiem, kupić bilet na przewóz roweru w wagonie przystosowanym do przewozu rowerów i… nieoczekiwanie otrzymać od kolei to, co oferowała na podstawie sprzedanego biletu. Bezcenne.

Komfort warunków w drodze powrotnej pociągiem do Warszawy, tak przypadł wszystkim do gustu, że do dzisiaj nie wpłynęła żadna skarga w sprawie przewozu rowerów w pociągach InterRegio.

Po szybkiej i wygodnej podróży koleją, lądowanie na peronie na Centralnym, pożegnanie i świadomość, że przed wszystkimi kilka ciepłych i słonecznych dni odpoczynku, laby, kto wie, a może jeżdżenia na rowerze. Znając tych zapaleńców, jestem w stanie założyć się, że na drugi dzień połowa była na rowerze, a na drugi 90% zrobiło skromne 30 km.

PODSUMOWANIE

Od strony organizatora, uważam wyjazd za bardzo udany. Nie będę chwalił wspaniałej organizacji, bo wrodzona skromność zwyczajnie mi na to nie pozwala, ale pochwalę wspaniałą grupę 12 twardzieli, która w znakomitej formie znosiła trudy wyprawy, która mimo, że była zbieranką ludzi z różnych klas, zdążyła się zżyć ze sobą, współpracować i pomagać sobie.

Na uwagę zasługuje fakt, że grupa była bardzo zdyscyplinowana, co dawało nam opiekunom satysfakcję z wyjazdu i pozwoliło bez przeszkód realizować plan wycieczki od strony organizacyjnej.

Chciałbym bardzo podziękować Pani Dorocie i Pani Agnieszce za to, że po pierwsze zgodziły się na uczestnictwo w tej wyprawie. Pani Dorocie w szczególności za to, że zabezpieczała wyjazd od strony pielęgniarsko-medycznej i że namówiła mnie na organizację tego typu wycieczki. Pani Agnieszce za nieocenioną pomoc techniczną podczas tras i za to, że namówiła mnie na zajęcie się rowerami na Twardej. Dobrze mieć takich życzliwych i pozytywnie wpływających ludzi wokół siebie.
Zgranie kadry, jakość uczestników i przede wszystkim rowerowy charakter wyjazdu wpłynął na świetną atmosferę i niesamowitą frajdę, jaką mieliśmy wszyscy w każdej sekundzie wycieczki.

Ja cieszę się tym bardziej, bo widać było, że na ten wyjazd pojechały osoby, które rzeczywiście kochają rowery i lubią na nich jeździć. Nikt nie marudził, nie zostawał w tyle, nawet jak komuś zdarzył się gorszy dzień, dawał z siebie wszystko. To one, rowery i jazda na nich, dawały nam tyle radości i szczęścia.

A cóż może być piękniejszego od spędzenia czasu z ludźmi, którzy dzielą z Tobą tę samą pasję?


SKR Szkolne Koło Rowerowe zaprasza na jednodniowe wycieczki rowerowe w okolice Warszawy, zachęca do wyrobienia sobie karty rowerowej oraz motorowerowej, którą do końca roku 2012 można bezboleśnie i całkiem za darmo zrobić w szkole. Zapraszam szczególnie tych, którzy na punkcie roweru mają bzika, aby dołączyli do elitarnej grupy rowerowych zapaleńców. CZEKAMY NA WAS!!!
Jacek Gotkowski SERDECZNE PODZIĘKOWANIA dla RADY RODZICÓW za pokrycie kosztów pobytu w Puławach
Uczestnicy i Organizatorzy.



1.jpg 2.jpg 3.jpg 4.jpg 5.jpg 6.jpg 7.jpg 8.jpg 9.jpg 10.jpg 11.jpg 12.jpg 13.jpg 14.jpg 15.jpg 16.jpg 17.jpg 18.jpg 19.jpg 20.jpg 21.jpg 22.jpg 23.jpg 24.jpg 25.jpg 26.jpg 27.jpg 28.jpg 29.jpg 30.jpg 31.jpg 32.jpg 33.jpg 34.jpg 35.jpg 36.jpg 37.jpg 38.jpg 39.jpg 40.jpg 41.jpg 42.jpg 43.jpg 44.jpg 45.jpg 46.jpg 47.jpg 48.jpg 49.jpg 50.jpg 51.jpg 52.jpg 53.jpg 54.jpg 55.jpg 56.jpg 57.jpg 58.jpg 59.jpg 60.jpg 61.jpg